piątek, 18 sierpnia 2017

Atak terrorystyczny. Jak radzi sobie Barcelona?




Wydarzenia z dnia 17 sierpnia 2017 roku, które miały miejsce w Barcelonie na La Rambli wstrząsnęły całym światem. Choć właściwie, czy naprawdę aż tak nim wstrząsnęły, czy ludzie przywykli już do tego typu wiadomości biorąc pod uwagę to, co dzieje się obecnie na świecie? Strach, panika, przerażenie, nienawiść, obawa. Każdemu z nas, a z pewnością tym, którzy przebywają obecnie w Barcelonie, towarzyszą te uczucia. Na szczęście nie wszyscy poddali się terrorowi, który prowokują ludzie dokonujący tych barbarzyńskich czynów. Dość już tego smutku. Między strachem i obawą przed jutrem znajdujemy solidarność, chęć pomocy, gościnność i siłę walki. Jak Barcelona odpowiada na tragiczne wydarzenia wczorajszego dnia? Są na tym świecie jeszcze dobrzy ludzie. Przeczytajcie.

1. Stworzono hashtag #BedInBarcelona dla tych, którzy potrzebują schronienia w Barcelonie. Ludzie otwierają drzwi swych domów dla najbardziej potrzebujących.

 

2. Mieszkańcy miasta wypełnili portale społecznościowe zdjęciami kociaków, aby pomóc policji, która apelowała o nie umieszczanie fotografii oraz filmów przedstawiających ofiary ataku. 

 

3. Hotele i apartamenty turystyczne oferują miejsce w swoich placówkach dla potrzebujących ludzi, którzy ze względu na atak zostali bez dachu nad głową. Nawołują o skorzystanie z darmowych noclegów dopóki La Rambla nie zostanie na nowo otwarta. 

 

4. Taksówkarze w Barcelonie oferują darmowe kursy dla wszystkich potrzebujących. Sporo taksówkarzy to Arabowie. Nie wrzucajmy więc wszystkich do jednego worka. Nie wszyscy są tacy sami. Podobnie w przypadku usług Cobify. Oferują oni darmowe przejazdy. 

 

5. Komunikacja miejska ogłosiła, że w najbliższych dniach nie wymaga się od pasażerów biletów przejazdowych. 

 

6. Na lotnisku El Prat przewidziany był dzisiaj strajk pracowników, którzy jednak postanowili ostatecznie go znieść, aby nie utrudniać pracy oraz nie blokować lotów. 

 

7. Mimo, iż szpitale zapewniały o zapasach krwi dla ofiar ataku, mieszkańcy nie siedzieli z założonymi rękoma i ruszyli oddać krew zapełniając tym na nowo rezerwy krwi w szpitalach.

 

8. Oprócz opcji „safety check” Facebook udostępnił usługę, dzięki której ludzie, którzy potrzebują pomocy mogą się odnaleźć oraz skorzystać z pomocy osób, które ją oferują.

 

9. W momencie, gdy w sieci pojawił się nawołujący do nienawiści hashtag #StopIslam, zaraz po nim można było zauważyć kolejny wspierający - #StopIslamofobia

 

10. W jednym ze sklepów na La Rambli, w którym musiały ukryć się osoby podczas ataku, pracownicy postarali się o to, aby wszyscy czuli się bezpiecznie i „jak w domu”. Według wypowiedzi świadków rozdawano wodę, pozwalano używać telefonów i wspierano ciepłymi słowami. 

 

11. Uruchomiono darmowe linie telefoniczne dla osób, które potrzebują pomocy lub dla tych, którzy posiadają cenne informacje na temat wydarzeń z dnia ubiegłego. Nr telefonu: 900 400 012.

 

Udostępnij ten post, aby inni mieli świadomość, że świat nie jest pełen jedynie nienawiści, ale i współczucia i determinacji. Być może Polacy znajdujący się w Barcelonie dzięki tym informacjom skorzystają z podanych usług, o których mogą dotychczas nie wiedzieć. 

 

 źródło: informacje z telewizji, buzzfeed.com, facebook.com

czwartek, 17 sierpnia 2017

Jak zareagowali moi najbliżsi na związek z Hiszpanem?




Jeśli czytaliście jeden z moich ostatnich wpisów, wiecie, że moja miłość do Hiszpanii rozpoczęła się jeszcze za czasów nastoletnich. Muszę się Wam jednak przyznać, że moje marzenie nie dotyczyło jedynie samego życia w Hiszpanii. Otóż, od zawsze wszystkim opowiadałam, że w przyszłości będę miała męża Hiszpana. Zaczęło się oczywiście od hiszpańskich seriali pełnych wypięknionych aktorów oraz wakacyjnych wyjazdów, kiedy to mogłam napatrzeć się na ciemnych, przystojnych chłopaków. Tak to już było, że latynoski lover był moim typem. Wyobrażałam sobie nasze dwujęzyczne brązowookie dzieci idące u boku najprzystojniejszego faceta w Hiszpanii. Pamiętajcie, że miałam wtedy jedyne 16 lat. Zresztą, która z nas nie marzyła choć raz o pocałunku z Bradem Pittem, Orlando Bloomem czy innym amerykańskim Bogiem Seksu? No, a takim moim Bogiem był właśnie wyśniony Hiszpan. Jak wiecie, ostatecznie punkt o mężu Hiszpanie się sprawdził. A czy najprzystojniejszy w całej Hiszpanii? Dla mnie na pewno :) Dwujęzyczne dziecko (na razie jedno) jest, choć akurat kolor oczu odziedziczyło po mamie – niebieski. Może przy drugim się trafi (nie, w ciąży nie jestem, na razie trzeba okiełznać jedno, żeby myśleć o drugim).

Rozpędziłam się z tym wstępem, bo temat postu faktycznie dotyczyć będzie związku z  Hiszpanem, ale dokładniej reakcji rodziny i znajomych na naszą relację. Moja mama słuchając moich nastoletnich marzeń nie przykłada do nich większej wagi myśląc: „Ot, taka typowo młodzieńcza zachcianka, przejdzie jej.”. Znajomi uśmiechali się, a co niektórzy nie mogli już słuchać o tej mojej utopijnej Hiszpanii. Dorastając obsesja malała, po drodze pojawiały się oczywiście krótsze, czy dłuższe związku z Polakami, lata mijały, choć Hiszpania zawsze pozostawała w moim sercu. Jak, kiedy i gdzie poznałam Alberto już mniej więcej wiecie. A jak na nasz związek zareagowali najbliżsi? 

Ci najważniejsi przyjaciele okazali się bardzo otwarci, chętnie poznali Alberto i nie mieli żadnego problemu z jego pochodzeniem. Śmiali się, że wykrakałam sobie tego Hiszpana. Gadałam, gadałam, no i mam. Choć przyznaję, że niektórzy mówili, że początkowo myśleli, że będzie to tylko przelotny romans. Rodzina? Rodzeństwo również mieszka za granicą, a mąż siostry jest Anglikiem, dlatego akurat dla nich mój związek nie był szokiem. Niektórzy zazdrościli dwujęzycznych dzieci, które się pojawią, bo urodzić się i móc biegle mówić w dwóch językach to super sprawa. Mama do dzisiaj śmieje się, że dopóki nie poznałam Alberto, była pewna, że te moje nastoletnie wariactwa: „będę miała męża Hiszpana” pozostaną jedynie wytworami wyobraźni. Nie jest jej łatwo o tyle, że niestety zarówno ona nie posługuje się biegle hiszpańskim, jak i mój partner nie zna polskiego. To nie to samo rozmawiać na proste tematy lub z tłumaczem obok, to nie to samo musieć prosić, abym ja zapytała o coś zięcia, co możliwość swobodnej, naturalnej konwersacji właściwie o wszystkim, co tylko przyjdzie do głowy. 

Pojawiały się osoby, które pytały o różnice kulturowe i jak sobie z nimi poradzimy, osoby, które zastanawiały się, jak funkcjonować będzie taki międzynarodowy związek. Byli to zazwyczaj ludzie, którzy o Hiszpanii wiedzieli niewiele, a i za granicą nigdy nie byli, dlatego zdawałam sobie sprawę, że dla nich małżeństwo z Hiszpanem było niemalże jak małżeństwo z kosmitą. Pewna daleka ciocia zastanawiała się, czy nie będę musiała zmieniać religii i jak to ja, Polka, katoliczka będę żyć w tak innej kulturze i co ze mną się tam będzie działo (???). Abstrahując od wizji, jaką mają niektórzy ludzie na temat krajów muzułmańskich, być może broda i lekko ciemniejsza skóra kojarzona jest od razu z Muzułmaninem. Rodzina, którą widzę rzadziej, zawsze pyta o nasz związek: o różnice kulturowe, o język, o codzienność. Dowiedziałam się kiedyś nawet, że niektórzy bali się o mnie przed moim wyjazdem do Hiszpanii i zamiast własnym wyborem określali go zdaniem „Gdzie on ją tam wywozi?”. Nikt mnie na szczęście nie wywiózł. Do samolotu wsiadłam sama, przednimi drzwiami, a nie zamknięta w torbie w luku bagażowym. 

Oprócz naturalnych, kierowanych zwykłą, ludzką ciekawością pytań, pojawiały się niestety niemiłe komentarze. A, że to Polaka nie mogłam sobie znaleźć, a że to jakiś lowelas, który zaraz zostawi, a że to jakiś „ciapaty” i parę innych. A najgorsze jest to, że takie słowa padały czasami z ust osób, które uważały się za moich znajomych (bo nie przyjaciół). Oczywiście nigdy nie były kierowane bezpośrednio do mnie, co było jeszcze bardziej przykre. Choć był taki jeden kolega, który nie ukrywał swojego zniesmaczenia, bo „Polska dla Polaków”, a ja jakiegoś „brudasa” wybieram. Paru znajomych ze studiów również nie brało naszego związku na poważnie uważając, że to jakiś wakacyjny wymysł podśmiewając się, że przywiozłam sobie Hiszpana tylko w jednym celu. Pewnie nikt nie pomyślał wtedy, że dla drugiej strony – mnie, żarty takie nie były zabawne. Do dzisiaj zdarza mi się usłyszeć głupie: „Gdzie ten twój Alvaro z telenoweli?”, co odbieram jakoby nie traktowano go na poważnie. Jeśli nie macie takich doświadczeń, to zapewniam Was, że bardzo nie fajnie jest słyszeć tego typu komentarze. Bo tak, jak naprawdę nie obchodzi mnie, co mówią ludzie na ulicy (dzieliłam się ostatnio z Wami kilkoma tekstami obcych na facebooku), tak niestety tego typu słowa i wyśmiewanki bliskich bolą. 

Zrobiło się nieco smutno na koniec, więc nie chciałabym zostawiać Was z takim wrażeniem. Jak to mówią, nie da się dogodzić każdemu. Najbliższa rodzina oraz przyjaciele akceptują mój związek i mówiąc prosto – są szczęśliwi, że szczęśliwa jestem ja. Opisane wyżej komentarze pojawiały się głównie na początku naszej relacji, kiedy dla wszystkich była to świeża informacja. Teraz już grunt jest neutralny, choć poczułam chęć podzielenia się z Wami tą historią. 

Powiedzcie mi, jak było w Waszym przypadku. Jak zareagowała rodzina, przyjaciele, bliscy na wieść o poważnym związku z obcokrajowcem? Mam głęboką nadzieję, że mieliście same pozytywne doświadczenia. 


niedziela, 13 sierpnia 2017

Najdziwniejsze zakazy i przepisy prawne w Hiszpanii




Liczba absurdalnych przepisów prawnych oraz zakazów na świecie jest przerażająca. Przebywając w innym kraju wydaje Ci się, że nie zachowujesz się w żaden dziwny, a tym bardziej zabroniony sposób, gdy nagle okazuje się, że za daną czynność możesz trafić do więzienia. Prym tutaj wiodą oczywiście Stany Zjednoczone. Liczba absurdów tego kraju jest nieskończona. Wyobraźcie sobie bowiem, że w stanie Alabama istnieje zakaz noszenia lodowych rożków w tylnej kieszeni spodni. Uważaj spacerując po ulicach stanu Idaho, bo za smutną minę możesz dostać mandat. We Francji śmiercią karane jest nazywanie świni imieniem Napoleon. W Wielkiej Brytanii przyklejenie znaczka z królową do góry nogami będzie zdradą. W Rosji natomiast zakazane jest mycie zębów częściej niż dwa razy na dobę. A w Iranie będąc w toalecie nie można czytać gazety. Można by wymieniać godzinami. Strona ta poświęcona jest jednak Hiszpanii, dlatego jak się już chyba domyślacie, dzisiaj podam Wam najdziwniejsze zakazy i przepisy prawne panujące w Hiszpanii. Bo ta, uwierzcie, również ma się czym pochwalić. 


1. W Sewilli za grzebanie w śmieciach można dostać mandat w wysokości nawet 750 euro. Być może bezdomny szukający jedzenia w koszach znajdzie tam również pieniądze na zapłacenie wypisanej kary.

2. W Hiszpanii zabronione jest nadawanie imion: Kain, Judasz, Lenin, Stalin. A gdzie jest Franco?

3. W Hiszpanii należy prowadzić samochód tylko w pełnych butach. Jazda w szpilkach, klapkach, japonkach, butach bez pięty lub bez palców jest nielegalna. W szpilkach, czy japonkach sama bym nie wsiadła, ale sandały? Wygląda na to, że przed podróżą w upalne dni w plecaku zawsze trzeba mieć schowane adidasy.

4. W Madrycie zabrania się żebrania na ulicy z psem. Także wychodząc po jałmużnę, nie zapomnijcie zostawić pupila w domu.

5. W Bilbao i Vélez prawo zabrania spania w samochodzie. Uważaj, żeby nie przyłapali Cię podczas drzemki na poboczu autostrady.

6. W Sewilli nie wolno spożywać napojów oraz żywności znajdując się w bliskiej odległości od ochrony lokalu. Czy to dlatego, że zmęczeni tyloma godzinami pracy mogą rzucić się na Twoje tapas?

7. Również w Sewilli zabronione jest toczenie beczek z piwem między godziną 20 a 8 rano. Jeśli toczyć beczki to tylko przed 20, pamiętajcie.

8. W Madrycie należy zdać egzamin na śpiewaka ulicznego. Nie każdy może stanąć sobie na chodniku i dawać przechodniom koncerty. Może to i lepiej, przynajmniej nikt nie grałby uderzając kijem o krzesło lub puste wiadro (kojarzycie?).

9. Jeśli nosisz okulary, powinieneś w samochodzie wozić zawsze zapasową parę. Chyba czas wybrać się do okulisty.

 

10. W Villanueva de la Torre zabrania się psom szczekania w nocy oraz podczas trwania sjesty. Tylko weź to wytłumacz psu.

 

11. W tym samym mieście nie wolno także mieć mopa umieszczonego na balkonie. Jeśli mieszkasz w Villanueva de la Torre pamiętaj, aby Twój mop również dostał własny pokój.

 

12. W Sewilli zabronione jest granie w domino w restauracyjnych ogródkach między 20 a 8 rano. Biedni dziadkowie, miłośnicy domina.

 

13. W Hiszpanii dozwolone jest posiadane rodziny od 14 roku życia, natomiast trudniejsze może być już utrzymanie jej, ponieważ pracować można dopiero od 16 lat.

 

14. W Barcelonie zabrania się chodzenia po ulicach w strojach kąpielowych. Zabraniać może i się zabrania, ale na szczęście karać już mniej. Kiedyś zabronione było również chodzenie bez koszulki, ale spory czas temu zniesiono ten zakaz.

15. Na Teneryfie na plażach nie można budować zamków z piasku, których wysokość przekraczałaby trzy metry. Niezła budowla. Dobrze, że te moje nie mają więcej niż 20 centymetrów, a i czasami nawet zamku nie przypominają. 


To kilka z tych dziwniejszych, wydawać by się mogło praw i zakazów, które udało mi się znaleźć w Internecie oraz o których dowiedziałam się w rozmowach z Hiszpanami. Czy wszystkie są stuprocentowo prawdziwe? Żadne źródło nie potrafiło odpowiedzieć na to pytanie na pewno, ale o wielu czytałam na różnych stronach, także coś w tym musi być. Niektóre mimo absurdalnego brzmienia mają swoje uzasadnienie, także nie bierzcie wszystkiego na poważnie. Przy okazji warto zauważyć, że jedną sprawą jest to, że zakaz w ogóle istnieje, a drugą to, czy się za niego faktycznie kara. Bo tak często przecież bywa.


A Wy, znacie jakieś inne zabawne przepisy prawne obowiązujące w Hiszpanii? A może w innych krajach? Jeśli jesteś w stanie zweryfikować któryś z wymienionych podpunktów i uważasz, że nie jest prawidłowy, również daj znać.

Źródło: http://podroze.onet.pl/, https://ceslava.com, http://60-minutos.es, rozmowy ze znajomymi

wtorek, 8 sierpnia 2017

Dlaczego turyści niszczą Barcelonę?




Barcelona to jedno z najczęściej odwiedzanych miast Europy, ba, nawet świata! Każdego roku napływają tu miliony turystów z całego globu. Sezon w teorii trwa kilka miesięcy, ale miasto w praktyce przyciąga chętnych przez cały rok. Ci, którzy mieli okazję zwiedzić stolicę Katalonii, na pewno wcale owym osobom się nie dziwią – miasto jest piękne i ma wiele do zaoferowania. Nic dziwnego, że kiedy ludzie słyszą, że mieszkam w Barcelonie, wzdychają z zazdrością z błogim uśmiechem. Życie w jednym z najczęściej odwiedzanych miast Europy ma jednak i drugą stronę medalu, o której przeciętny turysta zapewne nie myśli. Nie zaskakuje mnie to, ja jako zwiedzająca pewnie też bym nie myślała. Ci, którzy tematem interesują się nieco dogłębniej, na pewno wiedzą o protestach i narzekaniach mieszkańców Barcelony. Czy w swych skargach mają oni rację? Czy turyści naprawdę niszczą Barcelonę? 


Przy wejściu do Park Güell można było ujrzeć mało powitalny napis:  

“Why call it tourist season if we can’t shoot them?” 

Co oznacza „Dlaczego nazywamy to sezonem turystycznym, jeśli nie możemy ich wystrzelić?”. Slogan odnosić się ma oczywiście do sezonów łowieckich, które swą nazwą przypominają wspomniany sezon turystyczny. W najbardziej znanych miejscach miasta ujrzeć można inne graffiti mówiące m.in.:

„Tourism kills the city” (Turystyka zabija miasto)
„Tourist go Home” (Turysto, wracaj do domu)
„Tourists stop destroying our lives” (Turyści, przestańcie niszczyć nasze życia)

Hasła są bardzo bezpośrednie i czytający je adresaci z pewnością nie czują się komfortowo. Jednak nie tylko na wspomnianych plakatach się kończy. W Barcelonie istnieją stowarzyszenia, które wyrażają głośno swój sprzeciw wobec ogromnej fali turystów. Protestują oni przeciwko hotelom i apartamentom kierującym swą ofertę jedynie do odwiedzających. Organizują strajki blokując ulice tak, jak miało to miejsce na La Rambli, gdzie skandowano hasła mające przepędzić turystów. Również Rada Miasta wyraża swe zaniepokojenie tym zjawiskiem twierdząc, że obecnie turystyka jest poza kontrolą i zmierza do chaosu. Dzieje się tak według nich przede wszystkim ze względu na fakt, że cały sektor turystyczny skupiony jest głównie w centrum Barcelony. Aby temu zaradzić w 2015 roku wydano zakaz budowania nowych hoteli i apartamentów turystycznych na kolejne dwa lata. Władze próbują przenieść biznes związany z turystyką również na przedmieścia i oddalone od centrum dzielnice Barcelony. 



W 2016 roku Barcelonę odwiedziło aż 40 milionów ludzi. Wyobraźcie sobie tylko tę liczbę. Według badania Usług Komunalnych przeprowadzonego na 6 tysiącach mieszkańców Barcelony, turystka plasuje się na drugim miejscu, jako zagrożenie, którego najbardziej obawiają się barcelończycy. Wyprzedza ją jedynie problem bezrobocia i sytuacji ekonomicznej kraju. Zastanawiacie się, jakie mają oni podstawy do takich stwierdzeń, dlaczego narzekają i czego się tak naprawdę boją? Głównym problemem o jakim się mówi, jest wzrost cen czynszów mieszkań. Coraz więcej turystów zamiast hoteli wybiera prywatne apartamenty, mieszkania, czy pokoje. Przeciętny obcokrajowiec, mało zorientowany w cenach rynkowych danego kraju jest w stanie zapłacić większą kwotę niż randomowy mieszkaniec miasta. Kuszeni właściciele podnoszą zatem ceny wynajmów, co złości mieszkańców, którzy często nie są w stanie sprostać pieniężnym wymaganiom wynajmującego. Mówi się o tym, że istnieją dzielnice, które zrzeszają więcej przyjezdnych, niż tubylców. Wysokie ceny przystosowanych głównie do celów turystycznych mieszkań odstraszają Hiszpanów i zmuszają ich do opuszczenia danego miejsca. Gospodarka skoncentrowana głównie na turystyce jest kolejnym problemem, o którym słyszy się na ulicach Barcelony. Właściciele hoteli, apartamentów i osoby, które z turystyki żyją, twierdzą, że problem stanowią głównie nielegalne miejsca wynajmowane turystom. W zeszłym roku zamknięto kilka tysięcy nielegalnych wynajmów na znanym portalu airbnb, który skupia listę prywatnych mieszkań wynajmowanych odwiedzającym.



Niewątpliwą prawdą jest, że Barcelona czerpie ogromne korzyści finansowe z turystyki. Mówi się nawet, że „żyje” ona właśnie dzięki turystom. Mieszkańcy narzekają jednak, że owe zyski pieniężne nie wracają do obywateli. Oni tych pieniędzy nie widzą. Według źródeł praca w sektorze turystycznym oraz ogromne zyski, które przynosi to zjawisko, nie pokrywają się z wynagrodzeniem, jakie dostają zatrudnione osoby. Czyta się, że pensja wynosi nawet do 50% mniej niż w przypadku innych zawodów. 


Oczywistym problemem, o którym wspominają mieszkańcy Barcelony, są ogromne tłumy jakie napotkać można w centrum miasta. Czynność tak naturalna jak zakupy może przerodzić się w koszmar. Przy okazji należy wspomnieć o hałasie i brudzie. Niestety nie wszyscy przyjezdni wraz z dobrym humorem zabierają ze sobą również dobre maniery. Butelki po alkoholu, śmieci, jedzenie… Miasto nie mogłoby funkcjonować bez codziennego skrupulatnego sprzątania go. Nie mówiąc już o plażach, które bywają tak zaśmiecone, że strach wchodzić do wody. Fala turystów przyciąga za sobą również falę złodziei. Zdezorientowany, skupiony na robieniu zdjęć przechodzeń jest idealnym łupem kieszonkowca. Dlatego właśnie za Barceloną niesie się nieprzyjemna fama miasta złodziei.


Sami turyści, którzy w większości zapewne nie mają pojęcia o zmartwieniach barcelończyków związanych z wizytowaniem stolicy Katalonii, na pewno nie czują się mile przyjęci, gdy spacerując po ulicach miasta napotykają napisy, które mają na celu wypędzenie ich z Barcelony. Są osoby, które mają również niestety niemiłe doświadczenia związane z tubylcami. Zdawkowe odpowiadanie, brak chęci udzielenia pomocy, celowe kierowanie w złym kierunku. To tylko kilka przykładów nieodpowiednich zachowań. 



Problem zalewających miasto turystów jest niewątpliwie zagadnieniem trudnym i niełatwym do rozwiązania. Moja osoba jest rozdarta. Z jednej strony rozumiem mieszkańców i ich niezadowolenie, a z drugiej myślę o tym, jak co roku nawołuje się ludzi z całego świata, aby zwiedzać piękną Barcelonę. Dzięki turystom jest bez wątpienia więcej pracy, a przy okazji zatrudnienie można znaleźć z językiem angielskim. Gdyby nie odwiedzający Barcelona straciłaby ogromną część swoich dochodów. A z tego na pewno nikt nie byłby już zadowolony. Jakie jest zatem rozwiązanie? Znawcy twierdzą, że należy wyeliminować wspomniane wcześniej nielegalne apartamenty i biznesy związane z turystyką. A jak wyglądałoby to w praktyce? Chyba nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Brud, hałas i tłumy będą zawsze, bo niestety nie jesteśmy w stanie przemówić do rozsądku każdemu i jeśli ktoś nie szanuje nawet własnego kraju, to jak ma szanować cudzy, skoro on tu tylko przyjechał się wyszaleć i zabawić. 


Jeśli również uważasz, że ogrom napływających do Barcelony turystów jest godnym omówienia problemem, udostępnij post tak, aby mogli dowiedzieć się o nim inni. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?


Dane statystyczne i wyniki przeprowadzonych badań zaczerpnięte ze strony http://www.huffingtonpost.es.